Zanurzeni w Bożej Miłości - English Bible Camp

O tym, iż wakacje nie muszą być tylko czasem lenistwa, ale i czasem przyjemnej nauki, przekonała się grupa 39 dzieci.

W dniach 8-12 sierpnia odbył się w naszej parafii English Bible Camp. Z tej okazji gościliśmy grupę pięciu Amerykanów z  parafii St. John’s w Backersfild  (California). Przyjechali oni w ramach projektu realizowanego przez Centrum Misji i Ewangelizacji naszego Kościoła.

Monica, Philip, Judy, Scheryl, Keemberly z zapałem prowadzili zajęcia z naszymi dziećmi. Towarzyszyła im niezastąpiona grupa wolontariuszy-tłumaczy w osobie Oli,  Ani, Zuzi, Ady, Mikołaja i  Hani. Każdy dzień rozpoczynaliśmy śpiewem angielskich piosenek, modlitwą i krótkim „skeczem” wprowadzającym nas w temat przewodni dnia. Następnie w trzech grupach wiekowych poznawaliśmy historie biblijne o stworzeniu, Noe, Naamanie, Zbawicielu – Jezusie Chrystusie i  Zesłaniu Ducha Św. Dużo czasu spędzaliśmy na świeżym powietrzu grając w soccer, badmintona, puszczając bańki mydlane, skacząc przez linę… długo można by jeszcze wymieniać.  Wszyscy z utęsknieniem czekaliśmy jednak na dzień „wodnych balonów”. W tym dniu lała się woda i to nie z nieba. Balony wodne służyły m.in. jako naboje do wielkiej procy, z której strzelaliśmy do celu. Zaś w „Crazy Hair Day” podziwialiśmy na swoich głowach wymyślne fryzury. Podczas zajęć plastycznych powstawały piękne prace. Pomimo, iż język angielski towarzyszył nam 6 godz. dziennie, nie był to czas szkolnych zajęć. Stąd też niesamowite było przyglądanie się z jakim zapałem i ochotą pracowały wszystkie dzieci.


Podczas półkolonii doświadczyliśmy radości i nie mam tu na myśli bezmyślnej zabawy. Radości, która wypływa z wiary w Jezusa Chrystusa i nie jest tylko ulotną chwilą, ale postawą chrześcijanina. Żywym dowodem na to, byli „nasi Amerykanie”! By móc przyjechać do Polski, wraz z innymi członkami swojej parafii, zbierali na ten cel pieniądze. Przygotowania rozpoczęli już od lutego: opracowanie programu półkolonii, zakup materiałów plastycznych. Każdy z nich jest osobą czynną zawodowo, co oznacza, że poświęcili swój czas urlopowy, by móc pracować z naszymi dziećmi.


Dla mnie osobiście, osoby pracującej na co dzień z dziećmi, wielki szacunek budziła jeszcze jedna kwestia. Pomimo, iż były to osoby w podeszłym wieku, za wyjątkiem Philipa, były „młode duchem”, co dało się odczuć w czasie półkolonii. Tak często słyszy się słowa: nie nadawałabym/dawałbym się do pracy z dziećmi. Nic bardziej mylnego. Jesteśmy obdarowywani przez Boga różnymi talentami, ale często ze strachu lub wygodnictwa wolimy pozostawić je w ukryciu. Zadaniem człowieka wiary jest „służba czynna w miłości”. Sądzę, że postawa „naszych Amerykanów” może być dobrym przykładem i zachęceniem do działania. Mottem, które towarzyszyło projektowi była myśl Whitney Capps: „Jak służymy i dlaczego ma znaczenie, ze względu na Tego (Jezusa), któremu służymy.”


Monica, Philip, Judy, Scheryl, Keemberly spędzili w Poznaniu 10 dni. Był to dla nich czas ciężkiej pracy, ale i wypoczynku. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy okazało się, że główną atrakcją było dla nich podziwianie  przyrody. Tak! To, co nam wydaje się być  oczywiste i naturalne, jak szum drzew, piękno kwiatów, bocianie gniazda, dla osób z Californii jest namacalnym dowodem niesamowitości Bożego stworzenia. Zapytacie, dlaczego? Pochodzą z terenów wypalonych słońcem, gdzie bardzo rzadko pada deszcze.


Hasło przewodnie naszych półkolonii brzmiało: Soaked in God’s Love – Zanurzeni w Bożej miłości (List do Tytusa 3, 4-7). W wielu sytuacjach doświadczyliśmy tego. Z Bożym błogosławieństwem czas półkolonii minął nam bezpiecznie. Dzięki zaangażowaniu i ofiarności rodziców, nasze stoły uginały się od smakołyków. Część osób poświęciło swój czas, by popołudniami „zaopiekować się naszymi gośćmi”. Bez tej pomocy i wszystkich zaangażowanych w EBC, półkolonie nie byłyby takie same. Bardzo Wam dziękujemy!